Popular Posts

Recent Posts

Text Widget

Text Widget

About me

About Me

Moje zdjęcie
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Followers

Subscribe

Flickr Images

Like us on Facebook

Popular Posts

Search

Type your search keyword, and press enter

Ordered List

Contact Us

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

piątek, 24 lutego 2012

Ars

          2 comments   

Obiecałam coś ambitnego, ale jestem obecnie zbyt szczęśliwa na hejterstwo i zbyt zajęta na głęboko refleksyjną notkę. Jednak obietnicy dotrzymam i jebnę wiersz, ostatni jaki napisałam, a co mi tam. Trochę hejterski, a trochę głęboki, czyli wszystko w normie. Nietrudno zgadnąć o co chodzi, Moi Potencjalni Czytelnicy, zwłaszcza przez, niedokładny ale jednak, cytat. Nieważne, bez komentarzy, dobra?

"Dotknij ekranu"

Chcę wszystko wyrazić po prostu
Klawiatura nieposłuszna bywa palcom
To zimna obojętność maszyny
Na to co niewysłowione

Tam, czego nie powiedzą usta
Zastąpię czynem, gestem
Tu cisza oznaczać może wszystko
Nie ma mnie bądź jestem
Bez znaczenia.

" D o t k n i j  e k r a n u  i  j a  g o  d o t k n ę
W  t e n   s p o s ó b   b ę d z i e m y   r a z e m"

Tam tylko kolejne kłamstwo
Tu rudy włos na dywanie
Wraz z ciepłą smugą słońca
Tworzy epifanię.

I to by było na tyle z rzeczy głębokich (czy mogę już sobie założyć fanpage na fejsbuku jako artysta?), czas na nowe urocze rzeczy, jakie znalazłam na tumblr, tym razem Doctor Who!
On tak strasznie przypomina mi Marka i ma tak samo dobre serduszko!
I jeszcze coś, nie myślcie, że na tym koniec: przed wami dwa przesłodkie filmiki!

Wersja Sherlockowa:

 
 
Wersja Startrekowa:


I na dziś to już niestety tyle :(.

środa, 22 lutego 2012

Amor

          3 comments   
♫ Alanis Morissette "Are You Still Mad?"
"Of course, you are"
Dziś, zgodnie z obietnicą daną Natalii was zaspamię. A więc nie hejtowanie, ale jaranie. Wgl. na razie nie było tu hejtowania, ale nie martwcie się! Nadejdzie odpowiednia chwila.
Przed wami kolekcja słodkich rzeczy jakie można znaleźć na tumblr. 



 Teraz mogę się poczuć bardzo tró i tylko muszę jeszcze stwierdzić, że popłakałam się przez kości policzkowe Benedicta i już w ogóle będzie super. Tak więc wzruszają mnie jego kości policzkowe, a on i Watson to jest para idealna, koniec, kropka. I jeszcze to:

I na koniec, ponieważ blogspot nie pozwala mi wrzucać więcej. a mam ochotę się jeszcze podjarać.
Urocze, nieważne co wy o tym myślcie.
Następnym razem napiszę jakąś mądrą notkę, żeby wam zaimponować.

sobota, 18 lutego 2012

Hiems

          1 comment   
♫ Alanis Morissette "Are You Still Mad?"
"Are you still mad that I seemed to focus only on your potential?"
♫ Alanis Morissette "Unsent"
"The truth is whenever I think of the early 90's your face comes up"
Rozpoczynam spokojniejszą i przyjemniejszą część ferii, bez pośpiechu i zmartwień i mam nadzieję, że uda nam się obejrzeć "The Motion Picture", że okulista/dentysta mnie nie zabije i kupię jakieś ciuchy w Szczecinie. To tak z planów doraźnych, a teraz czas na relację z tego tygodnia.
Tak więc: zimowisko, zaledwie nieco ponad dwa dni, a było naprawdę mega. A jak inaczej, zwłaszcza z takimi ludźmi, chociaż pewnie nie mają oni pojęcia jak wiele to dla mnie znaczy. Najpierw zakwaterowanie w Domu Pielgrzyma (Ojca Rydzka), gdzie łóżka zrobione są ze starych rusztowań, panele na podłodze mogą się porwać, ścianę zdobi obrzydliwa reprodukcja "Ostatniej Wieczerzy" i jakaś papieska pielgrzymka, a nad wszystkim unosi się ogromny komin (i "Boję się iść pod prysznic, bo jeszcze gaz puszczą"). Potem wypad do miasta i TAAAK! BYŁO TAM KILKA PRAC WITKACEGO! Mała rzecz, a cieszy. Nie zdążyłam tylko zrobić sobie fotki. Robienie pierników z Panem Hobittem, którego w końcu nie zapytaliśmy o drogę do Mordoru, bo nas wyrzucił. Cóż, pewnie czeka na Gandalfa, trzeba mu więc wybaczyć. Drugi dzień na mieście i nasza cudowna akcja na rzecz uśmiechu, o której trochę potem, dałny tańczą na lodzie, który wcale nie był lodem, tylko szkłem, Mordor odnaleziony w Zamku Krzyżackim, szukanie w planetarium informacji o Hawkingu i Enterprise, niestety bez sukcesu (co za brak szacunku dla klaasyki) i gra gospodarcza, którą, oczywiście, wygrałyśmy. Bo my jesteśmy po prostu najlepsze. Nie znam chyba innych ludzi z którymi mogłabym robić tak chore rzeczy, jak fotki w rajtuzach dla Jacykowa, czy latanie po mieście w papierowych torbach na głowie, które czytałaby mi wiersze o Murzynach i wysłuchiwały bez przeszkód mojego ględzenia o filozofach. Kocham, kocham i tyle. Za każdym razem przekonuję się, że nikt nie ma z nas tego, co mamy razem. Szkoda tylko, że pewna osoba postanowiła się w to wszystko wtrącić, ale znając ją szybko jej się znudzi, a my no cóż... Przetrwamy.
A oto i Anonymous Polska, czyli inaczej nasza akcja na rzecz uśmiechu, podczas której przedefilowałyśmy przez główną ulicę Torunia w papierowych torbach z uśmiechem i napisem z tyłu "Why so serious?" na głowach. Ogólnie wzbudziłyśmy małą sensację i szereg ciekawych reakcji: cudzoziemcy z iphonem robili sobie z nami zdjęcia, dzieci darły się "KARTONIAKI", ale wszystko wygrali panowie robotnicy z ich "W tych kartonach na głowie to jeszcze jakoś ujdą". Także zrobiłyśmy dobry uczynek kryjąc nasze mordy przed światem.
Niestety nie mam więcej zdjęć, bo sesję pod tytułem: "U nas w Auszwitz" tudzież "Katyń 2012" na tle naszych pięknych łóżek ma na aparacie Yeti. Mam też sporo nagrań z naszej akcji, ale muszę to zebrać do kupi i obrobić. Ah i jeszcze nasze "obsceniczne" zdjęcia w muzeum gotyckim -.-.
A oto i najlepszy komentarz całego zimowiska, dobry na każdą okazję. Co prawda niektórzy nie umieją go pokazywać (i już nie czuję się takim dałnem, że nie potrafię Wulkańskiego Pozdrowienia - niektórzy mają gorzej). 
I jeszcze w kwestii Olimpiady: Joyce i Stefan Dedalus zaliczeni, mission complete. Mogło być lepiej, wiem, jak na ilość "dzieł krytycznych" w których się zaczytywałam, nie wykazałam się. Przykłady też mogły być ambitniejsze niż "Zabawa w klucz", "Grobowiec świetlików" czy "Pierwszy krok w chmurach". Ale ważne, że to już za mną. Zrobiłam, co mogłam? Podziękowania dla Werki za wieczne podtrzymywanie mnie na duchu - 148 smsów w ciągu 2 tygodni o czymś świadczy, nie? I czy wiecie jak miło jest po Olimpiadzie otrzymywać MMSa z nową fotą Grubej w rajtuzach do Jacyków Collection? Bez dwóch zdań, kocham was.
A teraz czas na odpoczynek i "Fizykę Podróży Międzygwiezdnych"!
(Czy ktoś mi powie czemu blogspot zjada "z" w niektórych słowach moich notek?)

sobota, 11 lutego 2012

Veritas

          No comments   
♫ Alanis Morissette "Right Through You"
Odreagowuję po ostatnim odcinku Sherlocka. Notka z serii "Nie musicie czytać" xD. Ale możecie, oczywiście. Mnie to naprawdę wszystko jedno.
***
Utożsamianie się z fikcyjnymi światami nie jest u mnie aż takie rzadkie. Nietrudno jest mi znaleźć przykłady kiedy tak ponosiły mnie emocje, nawet w tym świadomym już życiu (nie wspominając zupełnie o czasach, kiedy jako 11 latka zalewałam się łzami po śmierci Mateusza): przy wspomnieniach Snape'a albo śmierci Haku. Emocje, które mi wtedy i teraz towarzyszą z pewnością nie są natury estetycznej. Właściwie dla większości ludzi to normalne zachowanie. Nie będzie nic odkrywczego w stwierdzeniu, że przejmujemy się losem postaci fikcyjnych częstokroć bardziej niż żyjących. Za to Nabokov pewnie wyśmiałby mnie za takie mylenie rzeczywistości. W końcu to domena "słabych czytelników". Pewnie i słabych widzów, bo seriale są idealną pożywką właśnie dla takich. Powinno więc być mi wstyd i trochę jest... Tyle, że to nie wszystko.
D l a c z e g o   w ł a ś c i w i e   p ł a c z e m y   z a   A n n ą   K a r e n i n ą?
Nabokov powiedział, że nie odróżniamy prawdy od fikcji.
Ale Eco powiedział także, że zdanie "Anna Karenina umarła" jest zawsze prawdziwe.
Nie ważne w jakim czasie i świecie.
To wam dam na koniec. A tak po za tym, wyjaśnienie może być o wiele prostsze: jestem głupia.
Mimo to lubię się zastanawiać, może tylko po to, żeby wydawało mi się, że jestem kimś lepszym niż jestem. Albo i może sama ta świadomość czyni mnie trochę lepszą.

czwartek, 9 lutego 2012

Phobos

          No comments   
♫ Alanis Morissette "All I really want"
Dziś notka głęboko egzystencjalna, więc właściwie możecie ją sobie ominąć. Wyżyję się, a potem wrócę do moich "Wykładów o literaturze" tudzież (bardziej prawdopodobne) "Sherlocka Holmes'a".
***
Boję się, że jednocześnie, że zapomnę, ale chyba bardziej, że będę pamiętać. Jeśli zapomnę i się zmienię, to właściwie nie będę wtedy żałować. A jeśli nie zapomnę i nadal będę mówić to, co mówię teraz? I jeśli wy wszyscy, posłuszni duchowi czasu, zmienicie się i ze śmiechem będziecie spoglądać na swoją przeszłość, będziecie myśleć "O jezu, ale ja byłam głupia!", "Co ja wiedziałem o życiu?", "Co ja sobie myślałam?", "Dobrze, że już nie jestem taki, dojrzałem", wtedy... Wtedy będę istnieć jeszcze ja, niewygodne wspomnienie o głupiej przeszłości. Ja, która samą swoją obecnością nie daję zapomnieć. Śmiech uwięźnie wam w gardle, bo nie będzie wypadało śmiać się z tego przy mnie. I stanę się kłopotem, którego lepiej unikać. Przepełnieni poczuciem winy zwrócicie swój gniew przeciwko mnie, będziecie pytali "Dlaczego?" i mówili, żebym zrobiła coś ze swoim życiem. Będziecie mi radzili, kiwali głowami niby współczująco, ale bez zrozumienia. Będziecie chcieli myśleć, że sobie zasłużyłam, bo wtedy poczucie winy opuści was i pójdziecie do swego życia, rozbawieni, że ktoś może pamiętać o dawnych słowach i przysięgach.
***
Przepraszam za to. To tak po prostu, ostatnio. Chciałam to napisać, więc napisałam to tutaj. 
No to macie Sherlocka i Watsona tak na poprawę humoru. Znowu mam wyrzuty sumienia, że nic nie robię. E tam.




sobota, 4 lutego 2012

Liber

          5 comments   
♫ "Libra" Mucc
Sobota była wybitnie lapserska ♥.
Na 10.00 musiałam być w szkole organizować olimpiadę z ang. No tak, tylko dla Marka jestem w stanie w sobotę wstać bez szemrania o 8.30, wydać 25 zł na ciasto i biec do szkoły, żeby powtarzać "Na konkurs języka angielskiego cały czas do góry na drugie piętro". Skończyło się jak zwykle - odbębniliśmy jakoś nasze obowiązki, po czym zostawiwszy pozostałych nauczycieli własnemu losowi, poszliśmy rozmawiać z Markiem, który pokazał nam taaakie cudowne zdjęcie z karpiem *.* W tzw. międzyczasie pan Pyrka nr. 2 dał mi dość nieprzyjemne zadanie na poniedziałek, a Natalia sprytnie ukrywała telefon w staniku. Sprzątanie w rytmie "Krzysia", "Nie, nie boję się" i "Ballady Najmana" też było całkiem zabawne. Reszta dnia spędziłam w łóżku z książką i słuchając "Trans - Atlantyku" Gombrowicza. Odkryłam, że audiobooki mają swoje dobre strony, chociaż wolę tradycyjne, papierowe książki... Jutro muszą się zająć moim nieprzyjemnym zadaniem -.-.
Mój przyszły tydzień zapowiada się w ten sposób.
Dziś notka mało ambitna i poglądowa, z racji, że jestem jednocześnie szczęśliwa ze względu na Marka, a z drugiej strony smutna ze względu na wieczny kryzys olimpiadowy.
Lubię budyń ♥ ♥ ♥!


czwartek, 2 lutego 2012

Genesis

          1 comment   
 ♫ "Nur fur dich" Wise Guys
Ku mojemu zdziwieniu ogarnęłam już blogspota. Całkiem miły serwer, trzeba się tylko przestawić...
Jestem obeznana z onetem, troszkę z mylogiem, ale to będzie coś nowego!
Właściwie dlaczego zakładam nowego bloga? Sama nie wiem, pewnie właśnie dlatego, że nigdy nie miałam blogspota. No i blog lepiej nadaje się do takich rzeczy niż photoblog (przy okazji zapraszam: haletha.fbl.pl). A może dlatego, że mój poprzedni blog służący do wyrażania myśli skończył swoje zadanie. Prowadziłam go, z różną częstotliwością, rok. Właściwie o jego istnieniu prawie nikt nie wiedział, bo i oto przecież nie chodzi. Czasami ludzi dziwi taki duchowy ekshibicjonizm... Ale mnie pisanie pozwala sobie poukładać pewne rzeczy. Zresztą właściwie nic dziwnego, przecież chciałabym zajmować się pisaniem. Mogłabym oczywiście zwyczajem romantycznych panienek zapisywać swoje sekrety w pamiętniku lub zeszycie, ale prawda okazuje się prozaiczna - mam fatalny charakter pisma. Mogłabym pisać na wordzie i chować w czeluściach komputera... A kto powiedział, że tak nie robię? Istnieją teksty nieprzeznaczone nawet dla przypadkowych oczu. Ale niektóre rzeczy muszą po prostu popłynąć w świat, żebym miała poczucie, że się wyrażam. Nawet jeśli to wyrażanie jest fikcją, bo nikt tego nie czyta... :). 
Na koniec tego małego wstępu, w którym niespodziewanie nie padło ani jedno słowo o mnie samej (oprócz jakże istotnej informacji o charakterze pisma) wyjaśnię jeszcze nazwę tegoż bloga. Non serviam czyli dokładnie "Nie będę służyć" to słowa tradycyjne przypisywane Lucyferowi, który w ten sposób zbuntował się przeciw Bogu - powiało mrokiem, nie? Coby jeszcze dołożyć inteligenckiego klimatu dodam, że non serviam pojawia się również w "Portrecie Artysty z Czasów Młodości" Joyce'a. Ah, tak Stefan... I jeszcze dodam, że jakaś hiszpanka, która zajęła mi tę nazwę pisaną przez jeden myślnik ma w ryj. Za to w ryj nie ma pan który prowadzi blog nonserviam bez żadnych myślników, a to z jednego prostego powodu: gdy podczas sprawdzania weszłam na jego blogspota i zobaczyłam Spocka (z brodą, bo z brodą, ale zawsze) jako zdjęcie profilowe nie mogłam go nie pokochać. Niezbadane są ścieżki opatrzności.