♫ Alanis Morissette "Are You Still Mad?"
"Are you still mad that I seemed to focus only on your potential?"
♫ Alanis Morissette "Unsent"
"The truth is whenever I think of the early 90's your face comes up"
Rozpoczynam spokojniejszą i przyjemniejszą część ferii, bez pośpiechu i zmartwień i mam nadzieję, że uda nam się obejrzeć "The Motion Picture", że okulista/dentysta mnie nie zabije i kupię jakieś ciuchy w Szczecinie. To tak z planów doraźnych, a teraz czas na relację z tego tygodnia.
Tak więc: zimowisko, zaledwie nieco ponad dwa dni, a było naprawdę mega. A jak inaczej, zwłaszcza z takimi ludźmi, chociaż pewnie nie mają oni pojęcia jak wiele to dla mnie znaczy. Najpierw zakwaterowanie w Domu Pielgrzyma (Ojca Rydzka), gdzie łóżka zrobione są ze starych rusztowań, panele na podłodze mogą się porwać, ścianę zdobi obrzydliwa reprodukcja "Ostatniej Wieczerzy" i jakaś papieska pielgrzymka, a nad wszystkim unosi się ogromny komin (i "Boję się iść pod prysznic, bo jeszcze gaz puszczą"). Potem wypad do miasta i TAAAK! BYŁO TAM KILKA PRAC WITKACEGO! Mała rzecz, a cieszy. Nie zdążyłam tylko zrobić sobie fotki. Robienie pierników z Panem Hobittem, którego w końcu nie zapytaliśmy o drogę do Mordoru, bo nas wyrzucił. Cóż, pewnie czeka na Gandalfa, trzeba mu więc wybaczyć. Drugi dzień na mieście i nasza cudowna akcja na rzecz uśmiechu, o której trochę potem, dałny tańczą na lodzie, który wcale nie był lodem, tylko szkłem, Mordor odnaleziony w Zamku Krzyżackim, szukanie w planetarium informacji o Hawkingu i Enterprise, niestety bez sukcesu (co za brak szacunku dla klaasyki) i gra gospodarcza, którą, oczywiście, wygrałyśmy. Bo my jesteśmy po prostu najlepsze. Nie znam chyba innych ludzi z którymi mogłabym robić tak chore rzeczy, jak fotki w rajtuzach dla Jacykowa, czy latanie po mieście w papierowych torbach na głowie, które czytałaby mi wiersze o Murzynach i wysłuchiwały bez przeszkód mojego ględzenia o filozofach. Kocham, kocham i tyle. Za każdym razem przekonuję się, że nikt nie ma z nas tego, co mamy razem. Szkoda tylko, że pewna osoba postanowiła się w to wszystko wtrącić, ale znając ją szybko jej się znudzi, a my no cóż... Przetrwamy.
A oto i Anonymous Polska, czyli inaczej nasza akcja na rzecz uśmiechu, podczas której przedefilowałyśmy przez główną ulicę Torunia w papierowych torbach z uśmiechem i napisem z tyłu "Why so serious?" na głowach. Ogólnie wzbudziłyśmy małą sensację i szereg ciekawych reakcji: cudzoziemcy z iphonem robili sobie z nami zdjęcia, dzieci darły się "KARTONIAKI", ale wszystko wygrali panowie robotnicy z ich "W tych kartonach na głowie to jeszcze jakoś ujdą". Także zrobiłyśmy dobry uczynek kryjąc nasze mordy przed światem.
Niestety nie mam więcej zdjęć, bo sesję pod tytułem: "U nas w Auszwitz" tudzież "Katyń 2012" na tle naszych pięknych łóżek ma na aparacie Yeti. Mam też sporo nagrań z naszej akcji, ale muszę to zebrać do kupi i obrobić. Ah i jeszcze nasze "obsceniczne" zdjęcia w muzeum gotyckim -.-.
A oto i najlepszy komentarz całego zimowiska, dobry na każdą okazję. Co prawda niektórzy nie umieją go pokazywać (i już nie czuję się takim dałnem, że nie potrafię Wulkańskiego Pozdrowienia - niektórzy mają gorzej).
I jeszcze w kwestii Olimpiady: Joyce i Stefan Dedalus zaliczeni, mission complete. Mogło być lepiej, wiem, jak na ilość "dzieł krytycznych" w których się zaczytywałam, nie wykazałam się. Przykłady też mogły być ambitniejsze niż "Zabawa w klucz", "Grobowiec świetlików" czy "Pierwszy krok w chmurach". Ale ważne, że to już za mną. Zrobiłam, co mogłam? Podziękowania dla Werki za wieczne podtrzymywanie mnie na duchu - 148 smsów w ciągu 2 tygodni o czymś świadczy, nie? I czy wiecie jak miło jest po Olimpiadzie otrzymywać MMSa z nową fotą Grubej w rajtuzach do Jacyków Collection? Bez dwóch zdań, kocham was.
A teraz czas na odpoczynek i "Fizykę Podróży Międzygwiezdnych"!
(Czy ktoś mi powie czemu blogspot zjada "z" w niektórych słowach moich notek?)