Wpis pożegnalny, bo nie oszukujmy się: ten blog nigdy nie miał przyszłości. Zdarzało mi się prowadzić różne blogi, od dolls makerów, przez rysunkowe, fotoblogi, aż do opowiadań wszelkiej maści... Tylko o sobie jakoś nie umiałam pisać, chociaż tyle razy próbowałam. Nigdy nie napisałam niczego, z czego byłabym zadowolona. Moje tradycyjne pamiętniki też kończyły prędzej czy później jako porzucone. Ich żywot był dłuższy, bo nigdy nie weryfikowałam tego, co pisałam wcześniej. Pisanie o sobie nie wychodzi mi przede wszystkim dlatego, że to co mogę mówić wszystkim nie jest zbyt interesujące, natomiast o tym co ważne nie mówię nawet samej sobie. Dlatego zwykle gdy pisałam wybierałam drogi pośrednie: albo próbując powiedzieć jakiś ułamek prawdy w niezbyt udanej symbolice albo wcielałam się w jakąś dziwną rolę osoby opisującej pozornie codzienne pierdoły. Być może to jest właśnie ktoś do kogo tęsknię, kim chciałabym być i wiem, że nigdy nie będę - tak, to ci wszyscy jasnowłosi i błękitnoocy z opowiadania Manna. Kiedy jednak już stawałam się tą osobą i pisałam, słowa nie układały się, jakby czuły to wewnętrzne kłamstwo. Nie pozostaje mi więc nic innego jak przestać. O sobie nie umiem pisać dobrze i z przekonaniem jak wszyscy także dlatego, że nigdy nie wiedziałam do końca kim jestem. Zawsze czułam się zawieszona między różnymi, sprzecznymi tożsamościami. Siedząc w jednym miejscu, pragnęłabym być w innym, będąc z jedną osobą, marzyłam o innej... I prawie nigdy nie byłam sobą u siebie. Może zresztą to i niemożliwe? Nie wiem. To bez znaczenia. W ten sposób kończę tę nędzną próbę stworzenia własnego "Portretu Artystki z Czasów Młodości" (to oczywiście ironia). Więcej prawdy o mnie jest w moich opowiadaniach niż w tych wywodach. Im bardziej chcę ją ukryć, tym bardziej się ukazuje, a kiedy chcę ją wyrazić, ucieka i ukrywa się. Tak więc oficjalnie się poddaję.
(Sprawa ma też aspekt praktyczny: bez blogowej kokieterii - nikt tego nie czyta, nikogo to nie interesuje, a i mi z wiekiem mija trochę ten duchowy ekshibicjonizm. Może pewnego dnia minie całkiem i nie otworzę już więcej Worda, ale na razie nie chcę sobie nawet wyobrażać takiej alternatywy).

0 komentarze:
Prześlij komentarz