Popular Posts

Recent Posts

Text Widget

Text Widget

About me

About Me

Moje zdjęcie
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

Followers

Subscribe

Flickr Images

Like us on Facebook

Popular Posts

Search

Type your search keyword, and press enter

Ordered List

Contact Us

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

sobota, 14 lipca 2012

Berlin

          No comments   
♫Alanis Morissette "Guardian"
No i jestem wreszcie w miejscu, gdzie wszyscy mnie rozumieją, gdzie niczego nie mogę przewrócić, gdzie mam własne łóżko, nie będące jedynie atrapą w obcym salonie, swój komputer i swoje własne życie, zamiast podsłuchiwania strzępków cudzego... I wiecie co? Cholernie mi z tym źle. Palce nie trafiają już w klawisze, ekran wydaje się za duży, pokój za cichy. Przywiązałam się przez te śmieszne dwa tygodnie. Także do stresu, strachu i braku słów. Po pierwszych siedmiu dniach, ba, może nawet w połowie drugich, nie sądziłam, że tak będzie. Może dlatego, że jak mówią: na koniec jest zawsze najlepiej... Ale ja nie mam takich doświadczeń. Bardziej dlatego, że im jest coś bardziej wartościowe tym trudniej przychodzi. Dlatego właśnie myślę, że nie zazdroszczę tym wszystkim otwartym ludziom, tak łatwo potrafiącym rozmawiać z każdym o wszystkim. Oni mają swoje drogi, ja swoją. To miała być relacja, zabawna historia, która jest dobra na bloga, wyszedł nieco chaotyczny bełkot. Przez dwa tygodnie wysyłałam tym, którzy wiedzą, różne strzępki tej opowieści, ale nie sądzę, żebym kiedykolwiek opowiedziała ją w całości. Po prostu nie potrafiłabym. Te wszystkie zwykłe, szare, zabawne, głupie, straszne dni i sytuacje, które prawdopodobnie tylko dla mnie mają jakąkolwiek wartość... Tak zresztą być powinno - jako dziecko doszłam do wniosku, że im gorsza jest dana chwila w rzeczywistości, tym lepiej się o niej mówi, teraz mogę jedynie dodać, że najlepsze chwile to takie, o których nie da się opowiedzieć w ogóle, bo każdy inny odpowiedziałby "I cóż w tym ciekawego?" ( a przecież najważniejsza część naszego życia dzieje się w głowie). Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że to wszystko jest gdzieś we mnie, że coś, nawet niedostrzegalnie, zmieniło i że pewnego dnia stanie się widoczne w czymś o wiele ważniejszym niż niemiecki akcent. W końcu to były 2 tygodnie spędzone w Berlinie - mieście, które z niewiadomej przyczyny zawsze było dla mnie ważne, a teraz powoli staje się moim domem... I obym mogła tam jeszcze kiedyś wrócić.

0 komentarze:

Prześlij komentarz